sobota, 20 lipca 2013

遺憾 czyli po chińsku przepraszam!

Serio, nie wiem co napisać. Jest mi mega głupio. Nie wiem czy teraz ktokolwiek będzie chciał jeszcze tutaj wrócić, aczkolwiek mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest dla mnie stracone ^^
Sama nie wiem czemu tak wyszło jakoś. Początkowo, miała to być króciutka przerwa spowodowana końcem roku. Wiadomo, masa nauki itd. Sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza gdy ktoś tak jak ja przez większą część roku szkolnego nie wykazuje zbytniej chęci uczestniczenia w życiu szkoły. Dlatego ostatnie tygodnie były dla mnie ciężką charówką. Ale potem, gdy wyszłam już na prostą i nawet (o dziwo) nie skończyłam z aż tak kiepskim wynikiem (wręcz nieskromnie tutaj wtrącę, że jestem z siebie całkiem zadowolona), to... No właśnie nie wiem co. Chyba doznałam takiej chwili zwątpienia. Nie wiem czemu, szczególnie, że to były zaledwie moje początki. Mam nadzieję, że nigdy mnie to już nie spotka, bo pisanie o otaczającym mnie świecie z mojej perspektywy sprawia mi nie lada przyjemność. Tak więc jestem, i już zostanę. Obym to jak najszybciej nadrobiła. A tymczasem jest godzina 7:49, sobota, wakacje, a ja nie spałam przez całą noc. Czasem trzeba trochę poświrować, nie? :)

I tak jeszcze tak na powitanie coś ode mnie :) Zakochana w tych wyżej18 ^^

wtorek, 7 maja 2013

Miało być o czymś innym, a wyszło tak

No to siema :> Po jednym przymusowym dniu cierpienia znowu jestem wolnym człowiekiem nie wiedzącym co ze sobą pocznie w najbliższym czasie. Nie jest źle. Z pewnością jest to dużo lepsza opcja od siedzenia w szkole i słuchania tego wszystkiego co i tak przyda mi się w życiu w równym stopniu co choćby znajomość składu chemicznego kaszanki. Czyli reasumując, wcale. No, ale cóż. Ja to rozumiem, że można tak postępować w gimnazjum. Człowiek jeszcze nie wie co go w życiu czeka, dlatego logiczne, że żeby się o tym przekonać, to musi poświęcić uwagę każdemu przedmiotowi. No, ale w liceum? Błagam, no ej. Człowiek ma dwa, czy tam trzy przedmioty, które będzie pisał jako rozszerzenie na maturze i jeszcze podstawa. Ogarnąć coś takiego jest naprawdę ciężko. Ale zamiast uczyć się z tych konkretnych zagadnień to pół dnia siedzi nad ( dla przykładu) wojną secesyjną. Nie cierpię historii. Wiem, że niektórzy ja wielbią, ja to rozumiem. Mają od tego swoje rozszerzenie. Po co to jeszcze nam kłaść do już i tak ledwie dającej sobie rady głowy? Jeszcze gdyby większość materiału skupiała się na historii Polski czy coś. Ale nie. Już to widzę. Matura 2013 z matemtyki : opisz przebieg rewolucji francuskiej z dokładnymi datami ważniejszych wydarzeń. Widziecie to? Pomimo mojej dużej wyobraźni to nawet ja z trudem mogę sobie coś takiego wyobrazić. Wiecie dlaczego? Bo tak nigdy nie będzie. I co z tego, że następnego dnia masz sprawdzian z całego działu z czegoś co ( przy bardzo dużym prawdopodobieństwie ) przyda ci się w życiu. Oni maja to gdzieś. Masz to olać ( no bo przecież jak przyjdzie co do czego to oni za ciebie napiszą maturę-a nie jednak nie ) i kuć się tego badziewia przynajmniej na te żałosne dwa, żeby przejść. I weź to bądź mądrym. Nie twierdzę, że przez całe liceum tak jak w ostaniej klasie wszystkie niepotrzebne przedmioty powinny tak całkowicie odpaść. Ale przynajmniej nauczyciele powinni okazywać choć trochę zrozumienia. Dla niektórych ten przedmiot jest najważniejszy, owszem, ale czemu od razu ta nauczająca jednostka musi to wmawiać wszystkim. "Mój przedmiot jest najważniejszy, możecie mi naskoczyć." Kocham wręcz taki sposób myślenia. Serio? Po prostu niech dadzą nam chcoć trochę luzu, to wszystko. Nie wiem czy udało mi się przybliżyć mój sposób myślenia na ten temat. A Wy jak myślicie?
Natchnęło mnie dzisiaj coś takiego, właśnie ze względu trwających od dzisiaj matur. Takie przyszłościowe myślenie mnie naszło, tak przy okazji faktu, że już za rok to ja będę na ich mijescu. Ale póki co, to życzę tym wszystkim tegorocznym męczennikom powodzenia. Niech moc będzie z wami! ^^

czwartek, 2 maja 2013

Almost Summer

No to super. Wreszcie moja utęskniona majówka :> Pogoda dopisuje póki co, więc nawet nie mam na co narzekać. U mnie jest to dość rzadkie zjawisko w sumie. Jestem trochę znana z tego, że jestem marudą. Tak mam po prostu. Lubię sobie pojęczęć. Z jednej strony dlatego chyba, bo w ten sposób irytuję innych czasem. A drugą rzeczą, w której się lubuję jest wkurzanie ludzi. Taki zły człowieczek ze mnie czasem. Ale oczywiście, wszystko w odpowiednich granicach ^^ Wczoraj dzień minął mi całkiem przyjemnie. Część spędziłam z moją przyjaciółką, a potem zawitałyśmy na grillu u kolegi tak pod wieczór. Na dzisiaj nie mam jeszcze żadnych skonkretyzowanych planów. Na pewno muszę udać się na pocztę w celu wysłania paczki do mojego kolegi z Algieri. Ale jeszcze przed tym muszę się zdecydować co mu kupić. Póki co to nie mam zielonego pojęcia co wybrać. Liczę, że jak już dotrę do tego magicznego miejsca gdzie się wszystko kupuje to dostanę jakiegoś zniewalającego natchnienia. Ale pewnie tak nie będzie, więc muszę liczyć się z tym, że trochę mi to zajmie :) Tego chłopaka poznałam właśnie na interpalsie. Naprawdę fajny, też miał mi dzisiaj coś wysłać. Chyba wyślę też jedną pocztówkę, do Niemiec tym razem.
A tak zmieniając temat. Postanowiłam sobie zrobić taką moją małą listę. Nie pamiętam czy już wspominałam ale uwielbiam oglądać filmy. Wszystkie gatunki. Niektóre mogłabym po kilkanaście razy a i tak by mnie nie znudziły. Takie, które oglądam gdy mi smutno i w ogóle. Pocieszacze i tak dalej. A więc o to moje 10 ulubionych filmów :>
1. Skazani na Shawshank
2.W pogoni za szczęściem
3.Milczenie owiec
4.Władca pierścieni (wszystkie części)
5.Gran Torino
6.Piękny umysł
7.Twój na zawsze
8.Iron Man (wszystkie)
9.Charlie
10.Poradnik pozytywnego myślenia


To chyba to. Oczywiście, nie są ułożone po kolei, bo to już byłoby za trudne. Mam takich filmów jeszcze więcej ( wiadomo, no), ale to są chyba te naj. Tak myślę :)
A jakie są wasze ulubione filmy? Takie chwytające was za serce czy tam coś? :)

sobota, 20 kwietnia 2013

Co to się działo...

No troszkę mnie już nie było. Mam nadzieję, że od teraz będę miała już więcej czasu na bloga ale tak dla siebie to też bym chciała. Ostatni tydzień był dość ciężki. Dotrzymałam słowa i zeszły weekend pilnie się uczyłam ( tak w miarę rozsądku oczywiście) ^^ A, że na darmo tego nie robiłam to prawie cały tydzień miałam zawalony sprawdzianami z rozszerzeń i nie tylko. Jakoś wybrnęłam chyba. Choć w sumie tak naprawdę to dopiero się to okaże gdzieś za tydzień. Ale teraz nie mam nawet najmniejszego zamairy o tym myśleć. A wiecie czemu? Bo teraz mam weekend i tego mi już nikt ani nic nie odbierze. Trzebaby coś kreatywnego wymyśleć. Póki co chyba niedługo pójdę pojeźdżić na rowerze.Trzeba przecież właściwie z tej pogody korzystać. Jedyne na co znalazłam wcześniej trochę czasu to wybór mojej ulubionej piosenki. No bo za długo na to nie musiałam poświęćić. Ta piosenka towarzyszy mi od dawien dawna i pewnie zawsze przy mnie będzie. A poza tym jak żadna inne za każdym razem gdy jej słucham potrafi wprawić mnie w wybitnie dobry humor. To był szybki i oczywisty wybór :) Jestem teraz trochę ciekawa, czy wy też macie takie swoje bezgranicznie ulubione kawałki?
A w ogóle to mega spodobała mi się idea postcrossingu.I tak zaczęłam szukać różnych podobnych stron. Znalazłam takie dwie ciekawe jeszcze. Można tam poznawać również ludzi z całego świata, pisać z nimi, zapraszać do znajomych, wysyłać sobie pocztówki, paczki i tak dalej. Trochę mi to facebook'a przypomina. A na tej drugiej nie potrzebna jest nawet rejestracja, zależy w sumie. Tam szukasz ludzi i wymieniasz się z nimi adresami e-mail. Jeśli nie masz tam konta to ciebie nie można wyszukać ale ty pisać do różnych ludzi możesz. Naparwdę fajna sprawa. Piszę już z paroma osobami ale na razie głównie na tej pierwszej stronce. Fajne jest też to, że można tam uczyć się wybranych języków. Aktualnie jedna dziewczyna pomaga mi już z niemieckim. To nigdy nie była moja mocna strona. Chciałabym też podszkolić się w hiszpańskim. Nie no patrzcie jakiego lingwistę z siebie zrobię normalnie :)
Kocham tą pogodę. Już ot tak dawna o niej marzyłam. Życzę wszystkim z tej okazji udanego dnia! :>

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Soundtrack Blogerów

Popularna ani nie jestem, właściwie bloga założyłam dopiero niedawno, no ale czemu by nie? Jak wszyscy to wszyscy. Już nie mówiąc o tym, jak bardzo duży wkład muzyka ma w moje życie. Z resztą większość tak ma. Dlatego właśnie myślę, że pomysł jest genialny. Ale nie o tym ma być. W skrócie wszystko jest objaśnione na blogu autora pomysłu: Czasemwidziane ^^


Niezbyt długo myślałam nad tym jaką piosenkę wybrać, bo ta jest przy mnie odkąd pamiętam. Stało się tak, ponieważ jest ona piosenką z mojej ulubionej bajki z moich najmłodszych lat- z "Planety Skarbów" oczywiście. Więc po raz pierwszy usłyszałam ją we wczesnym dzieciństwie i zawsze odtąd przy mnie była.  Żadna inna nie wywoła u mnie takich emocji, wspomnień i tak dalej ( żeby nie zagłębiać się zbytnio już w te sentymenty). Serio, jak jej słucham to aż zaczynam się uśmiechać normalnie jak głupi do sera, że się tak wyrażę. Takie +100 do szczęścia. To w niej kocham najbardziej. Tak powinno być no nie? Ludzie i rzeczy, które wywołują uśmiech na naszych twarzach powinny być bliskie naszym sercom. No więc proszę :>
Goo Goo Dolls-I'm still here


piątek, 12 kwietnia 2013

O tym o tamtym

Dzisiaj nie stać mnie na żadne nawet choćby pseudofilozoficzne przemyślenia. Ciężki dzień w szkole i tak dalej, ale jakoś dałam radę. A teraz weekend :> A nie przepraszam, nie ma to jak trzy sprawdziany z rozszerzeń w przyszłym tygodniu... Chyba za bardzo się rozpędziłam. Choć jak znam siebie to i tak moje ambitne naukowe plany ostatecznie trochę miną się z rzeczywistością. Ech, gdybym tylko nie była taka leniwa. Co prawda obiecałam sobie, że ten weekend poświęcam się nauce, ale wiadomo jak to jest. Zazwyczaj jest tak, że z początku planuję po prostu krótką przerwę a potem jakoś tak zapominam wrócić do domu, albo znajduję jakiś nowy serial. No i oczywiście ile tylko odcinków dam radę zobaczyć zanim mój mózg już całkiem odmówi mi posłuszeństwa tyle sumiennie odchaczę. Wiadomo, nie mogę przecież tego zrobić jutro albo pojutrze, bo kto wie? Koniec świata czy coś, a może ten serial miał zmienić moje życie? Nigdy nic nie wiadomo. Odpowiedzialny człowiek zawsze jest na wszystko przygotowany. Głupia ta wymówka, co nie? A tak zbaczając z lekka z tematu ( gdyby on chociaż był). Wstyd się przyznać ale wcześniej nigdy nie słyszałam o postcrossingu. Niedawno na blogach kilku o tym poczytałam. Naprawdę myślę, że to jest mega pomysł. No bo kto nie marzy skrycie o podróży dookoła świata? Wiadomo, z reguły rzecz niewykonalna. A dzięki temu można mieć takie wrażenie jakby było się w tych wszystkich krajach, z których dostaje się pocztówki. Już nie mogę się doczekać pierwszej wysłanej i otrzymanej. Moja pierwsza pocztówka idzie do Holandii :) Jeszcze ją przygotuję i pewnie w poniedziałek od razu ją wyślę.
Nie no, padam już z nóg. Trochę bardzo jestem wykończona po dzisiejszym dniu. Ale jutro znowu zabieram się do pracy( obiecuję) :>


Taka ciekawostka o mnie: Coldplay- coś co bezgarnicznie kocham ^^


środa, 10 kwietnia 2013

Dream come true

Tak mnie natchnęło coś. Dzisiaj pojawił się taki fajny pomysł w moim życiu. To nic pewnego, a jak już i tak gdzieś dopiero w wakacje byłby możliwy do zrealizowania, ale i tak mega poprawiło mi to dzisiaj humor. Wiąże się to z takim moim małym marzeniam. Dotąd kompletnie nierealistycznym. A może jednak...? I tak sobie zaczęłam myśleć. O marzeniach właśnie. Jak często udaje je się nam spełniać? To zależy tylko od nas. Trochę ich mam. Na dzień dzisiejszy byłoby to już trzecie, o które właśnie walczę. I stwierdzam, że jak już teraz pojawiła się szansa to tak łatwo nie zrezygnuję. Każdy powinien nie ustawać w bitwach o swoje pragnienia. Jakby nie było to one są w dużej mierze wytyczną naszego przyszłego szczęścia. Wiem, że Ameryki to ja teraz nie odkryłam, bo każdy to przecież już wie, ale to w takim razie czemu tak często pomimo tego się poddajemy? Brak woli walki, za dużo przeszkód, niepowodzeń po drodze. Ostatnio zrobiłam się jakaś taka liryczna tak apropo. Nie wiem czemu nawet. Tak ciągle o tym całym szczęściu, teraz jeszcze o marzeniach. Przeraża mnie to, bo nigdy nie byłam typem zbyt optymistycznie nastawionej do życia osoby. A teraz jakoś tak bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zaczęło mi zależeć na własnym szczęściu. W sumie to chyba dobrze, i myślę, że wyjdzie mi to na dobre. Wszystkim coś takiego by wyszło. Więc, wracając trochę do tyłu. Mam aktualnie trzy duże marzenia. Dwóch póki się nie spełnią ( jeśli mają to już niedługo) to nikomu nie zdradzę. A trzecie nie jest jakieś odjechane, czy coś. Bardziej takie przyziemne, ale wiem, że w oparciu o moje przekonania to jeśli by mi się to udało, byłabym szczęśliwsza. Nie wierzę w coś typu : nie mów, bo zapeszysz. Więc, co mi tam? Po trzecie, to chciałabym za rok dostać się na medycynę. Jak mówiłam, nic nadzwyczajnego. Ale mi to nie robi, bo nie komuś ma to sprawiać radochę, tylko mnie. Wymaga to ode mnie dużej pracy, ale myślę, że będzie warto. Myślę, że każde marzenie każdego człowieka jest tego warte. A wy jakie macie marzenia? ^^



Wolę tą pierwszą opcję :>

wtorek, 9 kwietnia 2013

Bo to tak jest

No właśnie. Póki co nadal czekam. A na co? Na razie sama nawet tego jeszcze nie ogarniam. Nie wiem co będzie dalej, więc nie mam głowy żeby stworzyć coś bardziej głębszego tudzież chociażby dłuższego. Ale mam potrzebę żeby uzewnętrznić fakt mojego wewnętrznego zamętu. Chyba dziwnie to zabrzmiało. No cóż.  Mam nadzieję, że już niedługo wszystko się wyjaśni i będzie (potocznie mówiąc) git :> A póki co...



Kojarzy mi się to z jedną z moich ulubionych bajek Disneya z dzieciństwa, Planeta Skarbów ^^ Kochałam ją i nadal kocham. To były czasy. Miałam mnóstwo Disneya na VHS jeszcze wtedy. Wychowałam się na tym. Nie to co teraz. Czasem jak patrzę na to co mój brat ogląda to mam ochotę normalnie rzucić czymś przez okno w kogoś. Coś czuję, że w przyszłych statystykach to wszystko wyjdzie. I wtedy to się będą martwić jak im wskażnik psychopatów i seryjnych morderców skoczy o połowę. Nie zdziwiłabym się. Co prawda muszę przyznać, że są wyjątki. Sama chętnie siądę sobie i z bratem obejrzę chociażby już całkiem popularną "Porę na przygodę" lub "Zwyczajny serial". Miło tak sobie pooglądać, nie powiem, że nie. Staram się też uczyć go trochę i wtłaczać w niego te klasyki z mojego dzieciństwa. Ale ciężko. W sumie, jak takie dziecko do tych badziewi jest przyzwyczajone, to co się dziwić. Wkurza mnie też gdy ludzie mówią, że bajki są tylko dla dzieci. Zaraz 18 lat na karku mi skoczy, ale to nie znaczy, że nie mogę sobie czasem wrócić do fragmentu mojej młodości (o, jak poważnie to brzmi). Mogą sobie mówić co chcą. Ja i tak nigdy nie przestanę kochać tych animowanych tworów. Oglądałam, oglądam i oglądać będę. Polecam :> Nic innego tak nie poprawia mi humoru jak niektóre piosenki w wykonaniu moich kolorowych idoli. No bo jakby nie było w jakiejś tam części nasi ulubieni bohaterowie tamtych czasów w pewnym sensie nas ukształtowali.
Takie tam piszę sobię o bajkach. W dowodzie nie jest zabronione ich oglądanie, co nie? I hope not.
No to danke schön :>

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pozytywne podejście [ STAY POSITIVE]

Siema :> 

No właśnie. Czy to takie proste? Tyle sie o tym mówi. Wystarczy chcieć czy cuś i już można osiągnąć wszystko. Pozytywne nastawienie do życia. Czy ja takie mam? Pod tym względem jestem na pewno kobietą, gdyż u mnie z tym to różnie. Nie wiem czy mam rację ale to chyba większość tak ma. No bo w sumie jak jesteś nieszczęśliwa i twoje życie naprawdę ulega właśnie rozłamowi to super ciężko wtedy jest widzieć szklankę do połowy pełną. No nie? Z drugiej strony gdy akurat w życiu mi się układa i spotkało mnie coś na maksa odjechanego ( +25 do szczęścia) to wtedy nie mam z tym problemu. Wszystko od razu jest prostsze. Po prostu- jestem jak chodzący, niegasnący promyczek pewny, że wszystko osiągnie i tak dalej. Za każdym razem też wtedy przekonuje siebie, że tak już będzie zawsze, że nawet jeśli przestanie mi sie układać to w chwili szczęścia wmawiam sobie, że i tak pozostanę pomimo wszystko pełna pozytywnego myślenia. No i wtedy znowu wszystko jest do dupy a ja znowu coś jakby grumpy cat i ludzie mają mnie dość. Ale ja nic nie mogę na to poradzić. Całe to pozytywne nastawienie gdzieś się ulatnia i nawet nie raczy zostawić mi swojego numeru telefonu. No wkurzyć się można no. No bo bez przesady. Ale ostanio chyba zachodzi we mnie jakaś zmiana. Jakby na lepsze. Bo ciężko u mnie ostatnio o szczęścia i całyten kram ale pomimo to się poddaję. Nadal mam nadzieję. Co dotąd było jakąś totalną abstrakcją w moim przypadku. Sama nie wiem czemu tak jest. To rzeczywiście trochę poprawia humor. Jakoś tak podtrzymuje na duchu czy jakoś tak. Fajne uczucie. Zobaczymy co będzie dalej. W sensie kiedy moje nadzieje okażą się złudne. Mam nadzieję, że będzie tak jak teraz. Bo serdecznie dość mam już całego tego chorego zamartwiania się wszystkim w kółku. Kolejna moja wkurzająca cecha. Do jakiejś niewytłumaczalnej przesady przejmuje się wszystkim ciągle. Analizuje, obwiniam się, dalej analizuje, przykre wnioski, końcowa analiza i wtedy naprawdę zaczynam się już przejmować. I tak ze wszystkim bez małego nawet wyjątku : od pierdół po te rzeczy naprawdę godne uwagi. Ale dla mnie niestety nie ma to żadnej różnicy. I tak będę się katować myśleniem o tym czymś. Może dlatego właśnie tak bardzo chcę odnaleźć moje pozytywne nastawienie. Chyba po mału je odnajduje. To ważne. Każdy z nas powinie go szukać. To zdecydowanie zwiększa prawdopodobienśtwo osiągnięcia szczęścia. A chyba do tego większość z nas przecież dąży. Bynajmniej ja tak. Chcę być szczęśliwa. Taka mała prośba od życia. Wiem, że siedząć bezczynnie nie osiągnę tego. Więc. Bądźmy pozytywni. Wiele możemy zyskać w ten sposób a nic stracić. Nie wiem czy dobrze ujęłam moje zdanie na ten temat. Ale ogólnie to ja tego chcę. Seriously. W sensie chyba już to mam. Albo dopiero jako tako się to kształtuje. No nie wiem no :> Oby trwało to u nas wszystkich jak najdłużej. Trzymam kciuki.

A propo pozytywnych emocji i tak dalej : "Poradnik pozytywnego myślenia".
Elo, polecam :)

środa, 3 kwietnia 2013

Krótszym, dłuższym słowem wstępu

Elo, Elo :>


Więc tak idę od razu z grubej rury, bo nie lubię głupich wstępów. Pisząc to jeszcze nie wiem czy gdzieś to zamieszczę, ale jeśli ty (czyli ktoś) to czytasz to znaczy, że jednak się zdecydowałam, bo raczej żadnym modernizacjom tego poddawać tego nie będę. No może poza poprawką błędów ortograficznych, których niestety robię pełno. Taki ze mnie nieuk jeden. Zakała rodziny normalnie. Ale kończąc już słowo wstępu, ostatnio doszłam do wniosku, że chciałabym podzielić się ze światem moimi dziwnymi i nieokiełznanymi myślami na temat wszystkiego. Więc tak zaczęłam myśleć. No i myślałam i mówię do siebie ( mentalnie, żeby nie było. Aż tak źle jeszcze ze mną nie jest, ale jakby co to dam znać). PO prostu nagle zaczęłam odczuwać taką potrzebę. Podoba mi się idea vloga i tak dalej ale mówię nie, bo chciałabym jednocześnie zachować prywatność ( odkąd pamiętam jestem chorobliwie nieśmiała- mój największy problem). Więc zostało jedno wyjście-blog. Ogólnie sama nie wiem czy to upublicznię, ale w sumie co mi tam. Takie pisanie bez sensu do szufladu też w sumie nie wychodzi daleko poza moją głowę a nie o to mi przezcież chodziło. A poza tym i tak pewnie raczej mało kto to znajdzie, więc co mi zależy. Jak coś sobie postanowić to trzeba być co do tego trochę konsekwentnym. Więc przechodząc jeszcze bardziej do rzeczy. Chciałabym tutaj pisać trochę o tym co mnie wkurza, irytuje ( a trochę tego jest- taki ze mnie typ niezbyt opanowanego psychicznie człowieka), uszczęśliwia, martwi, czym się przejmuje. Chcę po prostu trochę zrzucić tego z siebie. Ale oczywiście nie będzie to jakiś mdły pamiętnik czy coś. Ogólnie tematyką główną będzie wszystko. Prócz pisania o mnie będę też poruszać różne kwestie ze świata, który mnie otacza. Jakieś tam dziwne filozoficzne przemyślniei tak dalej. A nóż, widelec, łyżeczka, kogoś to jakoś mniej lub więcej zainteresuje. Nie wiem to chyba tle słowem wstępu, po co mam się bardziej na początek rozwlekać? O ja, nawet mi się to podoba. Może coś z tego będzie, ale póki co musze jeszcze zająć się częścią estetyczną. Wiadomo, wszystko musi jakoś wyglądać. Stylówa i tak dalej. Ukażę swoją kreatywną duszę ( ha-dobry żart ^^). Nie mam jej... Jeśli dobrze pamiętam to miałam już kończyć. So... Bye my lovers. :)